Co ten Folwark Wąsowo ma w sobie, że przyciąga te wszystkie wspaniałe międzynarodowe pary?! To już kolejny ślub, który miałam przyjemność fotografować w tym miejscu, i po raz kolejny ilość i różnorodność narodowości mnie onieśmielała! Coś wspaniałego i bardzo proszę o więcej!
Coś tak czułam, że moja nauka języka hiszpańskiego nie pójdzie w las. Ale nigdy bym nie przypuszczała, że wykorzystam ją w środku wielkopolski, w starym poniemieckim folwarku. A jednak! Tutaj Ameryka południowa spotyka Europę! O Tym jest ten ślub, a Milena i Rolando są w rolach głównych!
Bardzo chciałam pokazać Wam ten reportaż ślubny, bo jest dowodem na to, że nawet jak plany lekko się pokrzyżują i chwilę przed ceremonią zacznie padać deszcz to nic straconego! I nie należy się bać tych rozwiązań i pomysłów.
Tutaj miał być ślub plenerowy w ogrodzie (swoją drogą Ogród Folwarku Wąsowo to jedno z moich ulubionych miejsc- i dlatego tam zrobiliśmy mini plener) ale deszcz miał dla nas inne plany i finalnie ceremonia odbyła się w stodole. I właśnie dlatego dobór miejsca na ślub i wesele jest tak ważny! Bo tło robi robotę, a tu nieważne gdzie byśmy nie poszli jest po prostu zjawiskowo – stodoła okazała się doskonałym planem B!
Zresztą – wiele elementów złożyło się na zjawiskowość tego wydarzenia. Przepiękna boho suknia Mileny, bukiet ślubny i cała florystyka spod ręki Zapłotnia, najpiękniejsze kwiaty lata przeplecione trawami, powalający słodki stół od Jagodowo mi, no i ludzie! To wszystko razem robiło robotę! A dla mnie jako fotografa ślubnego była to PRZYJEMNOŚĆ!!